Narodził się Jaś Skolimowski. 60 cm 4,200 – napisał Konrad na Facebooku. Fakt, iż Skolimowski zostanie ojcem, wiadomo nie od dziś. Mężczyzna z dumą pokazywał ciążowy brzuszek swojej wybranki i pisał o tym, że wkrótce spełni się jego największe marzenie. Tymczasem maleństwo jest już na świecie, a dumny tata na Facebooku
Od: 2004-10-07. 2012-11-25 20:07. matka niczego nie moze zabronic ojcu. ojciec ma takie same prawo jak matka. chociaz jest potrzebna zgoda matki i ojca we wszystkich dla dziecka sprawach. najlepiej zeby sie dogadali. jak nie. to. a wyrok sadu wcale nie musi byc korzystny dla matki.
Jeżeli kontakty te nie będą sprzeczne z dobrem dziecka, to jest możliwość ustalenia kontaktów z biologicznym rodzicem przez sąd. Jeżeli interesują Cię koszty poprowadzenia Twojej sprawy, zadzwoń lub skorzystaj z formularza kontaktowego. Musimy omówić, jak skomplikowana jest Twoja sprawa, jakie będą koszty sądowe, jakie są
Nowciax i DSCLL spodziewają się dziecka Na Instagramowym profilu Nowciaxa pojawiło się urocze zdjęcie, na którym widzimy go z jego partnerką, która prezentuje ciężarny brzuszek. W sesji
Odwołując się do przepisów regulujących kontakty rodzica z dzieckiem należy wskazać na dwie podstawowe normy w tym zakresie: art. 113 k.r.o. oraz 113 1 k.r.o. Z ich treści wynika, że kontakty stanowią prawo i obowiązek, zarówno po stronie dziecka, jak i po stronie rodzica. Ustalając sposób utrzymywania kontaktów sąd kieruje się
Mam syna ktory mieszka w Polsce z jego ojcem , ma 5 lat . Przez 4 lata ja opiekowalam sie dzieckiem , mieszkalismy razem we trojke mimo tego ze nie bylismy malzenstwem . Wyjechalam poniewaz ten zwiazek byl koszmarem ( nie bede wdawac sie w szczegoly) a syna nie moglam zabrac ze soba ze wzgledu na brak paszportu .
S9Lzo. Ostatnio trafiłam w internecie na artykuł na temat ojców, którym po rozstaniu partnerka uniemożliwi widzenie się z dziećmi, a pod nim mnóstwo komentarzy obrzucających kobiety, matki błotem, obraźliwe i obelżywe określenia i teorie, że przyczyną wszelkich problemów na linii ojciec-dziecko jest zawsze matka. No... To postanowiłam chociaż tutaj podzielić się moją historią. 10 lat temu, gdy byłam z moim ówczesnym chłopakiem od 3 lat, zaszłam w nieplanowaną ciążę. Był to dla nas szok, ale podeszliśmy do tego pozytywnie, traktowaliśmy nasz związek poważnie, mieszkaliśmy w mieszkaniu własnościowym moich rodziców i oboje mieliśmy dobre zarobki, a w przyszłości i tak chcieliśmy mieć dzieci - nie mieliśmy się czego bać. Już w trakcie ciąży zauważyłam, że mój chłopak wykazuje dziwne tendencje do negowania słów lekarza prowadzącego ciążę, rad mojej mamy albo jego brata, który miał już dzieci. Sprowadzało się to do tego, że nikt nic nie wie o dzieciach, tylko on, mimo, że nie pokusił się o przeczytanie choćby głupiego artykułu o noworodkach. Kompletowanie wyprawki - koszmar, uważał, że wszystko jest za drogie i bez połowy rzeczy można się obyć. Powiem tak - po czasie wiem, że można, ale skoro nie klepaliśmy biedy dlaczego miałabym rezygnować z dobrego wózka czy ładnego łóżeczka? W tym wszystkim nie widział nic dziwnego w tym, że wykłócając się ze mną o to, aby kupić materac do łóżeczka tańszy o 30 zł, kupił sobie kolejny zegarek do kolekcji za bagatela, 2500 zł. Gdy córa się urodziła wszystko poszło w zapomnienie - cieszyliśmy się małą, miłość rozkwitła na nowo, było nam ciężko, jak i wszystkim młodym, niewyspanym rodzicom, ale byliśmy szczęśliwi. Ale znów zaczęły się problemy... Córkę karmiłam piersią, zdarzało się, że w pierwszych tygodniach wisiała 1,5h ciurkiem na cycku, przespała się godzinę i znów godzina na cycku. Chłopak zaczął robić AWANTURY (tak, dosłownie awantury, gdzie ja siedziałam z dzieckiem przy piersi, a on stał mi nad głową i się na mnie wydzierał, że przekarmiam dziecko i będzie grube), a raz próbował się nawet na mnie zamachnąć. Gdy miałam dziecko przy piersi. Głupia byłam, że go wtedy nie zostawiłam, ale doszłam do wniosku, że i jemu nieprzespane noce i stres daje się we znaki. Pierwszy rok minął jako tako, zdarzały się nam kłótnie najczęściej o odżywanie dziecka lub to, że konsekwentnie starałam się córkę przyzwyczajać do spania w łóżeczku, a nie z nami. Jego zdaniem mała była gruba i przekarmiona, bo miała pyzate policzki i okrągły brzuszek. Nie powinna też spać w łóżeczku, bo budziła się w nocy i powinna spać z nami. A właściwie z nim, bo wspólne spanie kończyło się na tym, że on rozpychał się na prawie całą szerokość łóżka przytulając się do małej, a ja spałam na krawędzi niejednokrotnie spadając z łóżka i idąc spać na kanapę. Mała poszła do żłobka, ja wróciłam do pracy. Córcia lubiła żłobek, opiekunki nie miały z nią problemu. Mój chłopak uważał za to, że mała uczy się w żłobku złych rzeczy, za dużo żre i jest potem niegrzeczna w domu. Stwierdził, że powinnam zwolnić się z pracy i siedzieć z małą w domu. Miesiące kłótni i dyskusji doprowadziły do "kompromisu" - postanowiłam spróbować swoich sił jako freelancerka i pracować z domu. Funkcjonowało to w miarę ok, w ciągu dnia pracowałam trochę, gdy córa się bawiła lub spała, ale lwią część pracy wykonywałam w nocy lub w weekend, gdy małą zajmowała się moja mama. Mój facet kompletnie nie widział potrzeby odciążania mnie na przykład wieczorami i przejęcia pewnych obowiązków, bo przecież ja lenię się cały dzień w domu, a on pracuje. Gdy córa skończyła dwa lata stała się rzecz niesłychana - mojego faceta wyrzucono z pracy. Skwitował, że to nawet dobrze, bo przecież ja zarabiam dobrze (leniąc się cały dzień w domu), a on spędzi trochę czasu z córką i dopiero zacznie szukać pracy. Fajnie, nie? Nie. Wiecie jak wyglądało ich spędzanie czasu razem? Od 7 rano włączony telewizor, młoda nie mogła się swobodnie bawić w mieszkaniu, bo robiła bałagan, a tego mój były nie mógł zdzierżyć. Wyjść na spacer? Ok. Wracają po 15 min, bo ona chciała iść na plac zabaw, a na odmowę rozbeczała się i go wkurzyła. A czemu nie poszli na plac zabaw? Bo tam jest brudno. Zabawa z dzieckiem? A co, nie umie bawić się sama? Tylko cicho, bo tata ogląda telewizję. Po dwóch miesiącach miałam dość. Pracowałam, sprzątałam, gotowałam i zajmowałam się dwójką dzieci. Doba była dla mnie za krótka i ciągle słyszałam tylko krytykę i wrzaski. Nie wytrzymałam, kazałam mu się wyprowadzić. Ile to się nasłuchałam... że jestem nikim, że odbierze mi dziecko, że nigdy sobie nie poradzę... Próbowałam mnie kilka razy namówić na pogodzenie się i wiecie co? Może bym uległa, gdyby nie to, że gdy dawałam mu do zrozumienia, że nie jestem w stanie zaakceptować jego zachowania NIGDY nie usłyszałam, że żałuje, że się zmieni... Tylko wyzwiska i pretensje. Spotkaliśmy się kilkakrotnie przed sądem. Sąd przyznał mi opiekę, bo były nie miał pracy, mieszkał w wynajmowanym pokoju i nawet przed sądem nie szczędził mi wyzwisk. Były miał widywać się z małą w co drugi weekend. Alimenty w ogóle ominę - niby były zasądzone, ale nigdy nie dostałam grosza i nie chciałam się z nim wykłócać. Może to egoistyczne względem córki, ale ponieważ sama mogłam jak zapewnić wszystko, co potrzebne i to na dobrym poziomie, nie chciałam się z tym furiatem wykłócać. Spotkania... co miesiąc, co dwa. Na parę godzin. Bo on nie ma czasu. Po 3 latach od rozstania spotkania kompletnie ustały. Dwa lata temu były przyjechał do mnie cały nabuzowany z jakąś dziunią przy boku, zażądał natychmiastowego spotkania z córką, bo on ma prawo! Mówię, halo, chłopie? Przychodzisz po trzech latach z obcą babą i robisz mi terror o 22, że już natychmiast mam ci dziecko pokazać? O co chodzi, co to za baba i co tak nagle? Otóż dziunia była nową partnerką mojego byłego. W ciąży. Kilka dni wcześniej dowiedziała się, że mój były ma już jedno dziecko. Jego wersja była taka, że ja, podła żmija wywaliłam go z domu i sprowadziłam sobie nowego gacha, oskubałam co do grosza i od lat ukrywam przed nim dziecko. To wszystko wykrzyczała mi ta dziunia, młodsza ode mnie o jakieś 15 lat o 22 na korytarzu przed moimi drzwiami. I ona taka dobra, zachęciła go, aby walczył o swoje prawa! Wyśmiałam ich, powiedziałam, że jak chce zobaczyć dziecko - zapraszam w sobotę rano, usiądziemy, pogadamy, bo to wszystko nie jest też dla córy takie hop siup teraz. Wiecie co? Nie przyszedł. Ani w tamtą sobotę, ani następną, ani żadną kolejną. Za to wiecie, kiedy zjawił się błyskawicznie? Gdy wzięłam ślub! Zjawił się natychmiastowo stwierdzając, że skoro ja JEGO córce załatwiłam nowego tatusia to on mnie pozwie. O co? Do dziś nie wiem, bo od tamtego czasu znów zapadł się pod ziemię... tatuś
dokładnie to mam na myśli, jest to dla mnie niesmaczne i obrzydliwe,poza tym w takiej sytuacji dziecko jest uczone że można spać z kim sprawy do sądu chyba niewiele zmieni - w czasie trwania rozwodu próbowałam kilkakrotnie ustalić kontakty ponieważ ojciec dzieci bez uprzedzenia pojawiał się pod drzwiami mojego mieszkania i żądał wydania dzieci (natomiast przez rok nie pracując ani razu, mimo moich próśb, nie odebrał ich ze szkoły/przedszkola). Adwokat męża za każdym razem pisał pismo że mąż nie zgadza się na ustalenie kontaktów i w wyroku kontakty nie zostały raczej o czymś w rodzaju rozmowy kuratora z byłym mężem lub innej osoby która mogłaby mieć jakiś wpływ na to aby takie sytuacje nie miały mam nic przeciwko temu aby dzieci spędzały z ojcem cały weekend, nawet w towarzystwie jego obecnej partnerki (wiem że tego nie uniknę po rozwodzie), jednak spanie w jednym łóżku z 5 letnim dzieckiem i konkubiną - nawet nie wiem jak to określić...
Na adwokatów i sprawy sądowe wydał już ponad 10 tys. złotych. Pan Paweł walczy o widzenia z córką. - Tak w naszym kraju traktowani są ojcowie, którzy mają rzekomo takie same prawa - mówi. Prosiłem o pomoc sąd i prokuraturę, ale spotkałem się z ich chłodnym, a wręcz lekceważącym podejściem. Uważam, że wszystko to wynika, z przeświadczenia utartego w mentalności ludzi, że ojciec nie ma takiego samego prawa do dziecka jak matka. Gdybym to ja wyjechał z córką za granicę bez uzyskania zgody matki, to szybko stałbym się najbardziej poszukiwanym przestępcą w Polsce, a może i w całej Europie - uważa pan stycznia ubiegłego roku w życiu pana Pawła wszystko układało się bardzo dobrze. Mieszkał ze swoją partnerką i wspólnie wychowywali 6-letnią córeczkę. Rok temu w styczniu kobieta kazała wyprowadzić się ojcu, szybko okazało się, że stoi za tym inny partner, z którym w marcu zaszła w ciąże. - Do czerwca 2017 roku, widywałem się z córką niemal każdego dnia. Ciężarnej matce było to nawet na rękę - opowiada pan czerwcu kobieta z córką i swoim partnerem wyjechała do rozłąki- Dowiedziałem się o tym, gdy pojechałem po córkę w niedzielę. W poniedziałek dostałem list polecony od matki, że wyjeżdża z córką za granicę. Sam od razu zgłosiłem sprawę na policję, która ustaliła adres pobytu dziecka. Przez kilka tygodni próbowałem telefonicznie kontaktować się z byłą kobietą i z córką. Czasami udało mi się dodzwonić i chwilę porozmawiać z dzieckiem, a czasami przez kilka dni nikt nie odbierał, albo telefon był wyłączony. Czasami telefon odbierał nowy partner Anny, który ubliżał mi słowami wulgarnymi. Matka dziecka obiecała, że to chwilowy wyjazd i wrócą już na urodziny córki 27 lipca, ale ta obietnica okazała się kłamstwem. Przyjechała do Polski dopiero 20 września 2017 roku, na sprawę rozwodową jej nowego partnera. Wtedy dopiero mogłem spotkać córeczkę - opowiada pan wielu miesiącach rozłąki pan Paweł na chwilę mógł spotkać się z dzieckiem. W trakcie spotkania córka miała opowiadać ojcu, że nie podoba jej się w nowym miejscu, że raz się zgubiła i płakała. Poza tym mówiła, że bardzo tęskni za dwóch dniach kobieta znów wyjechała za W Prokuraturze Rejonowej w Lipnie złożyłem zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa uprowadzenia dziecka przez moją byłą partnerką. Od początku miałem wrażenie, że to zawiadomienie spotkało się raczej z chłodnym przyjęciem przez organy ścigania. Dziwny jest już sam fakt, że prokuratura dała matce czas do przyjazdu do Polski, aż na Boże Narodzenie na postawienie jej zarzutów. Dlaczego natychmiast nie dostała nakazu powrotu do Polski? - pyta zrozpaczony rozprawach w sądzie o ustalenie kontaktów matka się nie pojawiała. Nie pomogło zawiadomienie w prokuraturze o uprowadzeniu dziecka, a ojciec miał takie same prawa do dziecka jak matka. Kobieta miała także nie przestrzegać nakazu sądu, który wydał wyrok, by dziecko przebywało z ojcem w weekend, co dwa miesiące, podczas pobytu w Polsce. - Oczywiście, matki w kraju wówczas nie było- mówi pan z niemiec- Założyłem w Sądzie Niemieckim sprawę na podstawie konwencji haskiej, o nakazanie powrotu matce z dzieckiem do Polski. Chociaż Sąd Niemiecki podzielił moje stanowisko i postanowieniem z dnia 15 marca 2018 roku nakazał Annie wrócić do Polski, uznając jej pobyt na terenie Niemiec za niezgodny z prawem - tłumaczy nam zrozpaczony mężczyzna. Kobieta nie robi sobie nic z wyroku i zakazu opuszczaniu kraju, który otrzymała z prokuratury. W Polce była na święta Wielkiej Nocy. Prokuratura w Lipnie przedstawiła jej kolejne zarzuty i ostatecznie kobieta dostała zakaz opuszczania kraju. Pomimo tych zakazów ponownie wyjechała z Polski. - Wyraźnie zakpiła sobie z całego wymiaru sprawiedliwości, postawiła na swoim i pokazała, że ma za nic orzeczenia konstytucyjnych organów i nie będzie ich przestrzegała - uważa ojciec Paweł widział córkę raptem kilka razy, najbardziej wzruszające było spotkanie w Niemczech, dzięki tamtejszej kurator. Stęsknione dziecko rzuciło się w ramiona ojca, tak jest za każdym Spędziliśmy ostatni weekend razem, teraz znów jest w Niemczech. Tam miało być je lepiej, a matka wniosła sprawę o zwiększenie alimentów, bo życie tam jest droższe. Chcę pokazać, że ojciec nie ma takich samych praw jak matka, choć kocham sprawy sądowe i adwokatów wydał już blisko 10 tys. złotych. Nie ukrywa, że pieniądze wolałby odłożyć na książeczkę oszczędnościową córeczki. Liczy każdą chwilą z dzieckiem. W domu wyremontował pokój na jej przyjazd. Czekają na nią jej ukochane zabawki. -Gdy dziecko jest ze mną, czas spędzamy razem. Nie wiem, dlaczego ojciec nie ma takich samych praw, jak matka. Też chcę wychowywać moje dziecko. Chciałbym, żeby do szesnastego roku życia, nikt nie podejmował decyzji za córkę, żeby uczyła się i wychowywała w Polsce. Niech później sama zadecyduje. Dziecko mówi, że marzy o powrocie - dodaje mężczyzna. - Liczyłem, że sąd i prokuratura, a także policja pomogą mi, skoro mam takie same prawa do dziecka. Nikt nie robi w tej sprawie nic. Najgorsze, że w takiej sytuacji jest wielu bezsilnych ojców.
fot. Adobe Stock, De Visu Nie chcę, aby mój syn spotykał się z nową partnerką swojego ojca. Uważam, że jest jeszcze za mały, by pewne sprawy zrozumieć. Mój były to zaakceptował, ale nie jego matka! Pamiętam swoją rozmowę z teściową, kiedy okazało się, że rozwodzimy się z Jackiem. A raczej, że to mój mąż odchodzi ode mnie i naszego dwuletniego syna, bo poznał inną kobietę. – Mam nadzieję, że mnie nie znienawidzisz, że go tak wychowałam – powiedziała, przepraszając mnie za swojego syna. – Nie chcę tracić z tobą kontaktu. Ani z Jasiem… – w jej oczach zalśniły łzy. – Nie straci mama – obiecałam. Nawet jeśli winiłam ją za to, że rozpieściła Jacka, to przecież nie ona wepchnęła go do łóżka innej kobiety. Zresztą, jak bym mogła pozbawić mojego syna dziadków. Już taka mściwa nie jestem Tym bardziej że w tej całej sytuacji teściowa trzymała moją stronę. Nie poszła podczas rozprawy rozwodowej zeznawać w sądzie, chociaż wiem, że Jacek ją o to prosił. – Nie będę kłamała, nawet dla syna – powiedziała. Byłam jej za to wdzięczna. – No cóż, nie da się ukryć, że to mój syn zawinił – powiedziała. – Jestem z mężem od trzydziestu lat. Różnie między nami bywało, ale nigdy nie było mowy o rozwodzie. Małżeństwo to małżeństwo. Człowiek trwa w nim dla dobra dzieci. Żal mi mojego wnuka, że będzie się wychowywał w niepełnej rodzinie. Nie myślałam nigdy, że może go spotkać coś takiego… Ja także nie myślałam. Jasio był wyczekanym dzieckiem, urodził się w trzy lata po naszym ślubie. Sądziłam, że Jacek jest z tego powodu szczęśliwy Tymczasem potem dowiedziałam się, że już w czasie, gdy byłam w ciąży, nawiązał romans w pracy. Początkowo być może błahy, ale potem… Pamiętam drugie urodziny Jaśka. Byli moi rodzice, teściowie, wspaniały tort. Mam zdjęcia z tego spotkania, oglądałam je wielokrotnie i zastanawiam się, czy widać już było po moim mężu, że myśli o rozstaniu. Moim zdaniem wyglądał na szczęśliwego – przytulał mnie i całował. Jak mógł być taki fałszywy? Musiał przecież już wtedy być zdecydowany, skoro dwa tygodnie później oświadczył, że się wyprowadza. W ekspresowym tempie przeszłam wszelkie emocje, od niedowierzania, przez wściekłość, po zobojętnienie. Jacek wystąpił o rozwód, stało się, mleko się wylało, nie było czego ratować. Jedno mi tylko nie było obojętne. Nie chciałam, aby moje dziecko widywało się z ojcem w obecności jego nowej partnerki. – Tak będzie lepiej dla jego psychiki, po co ma się zastanawiać, dlaczego tata nie mieszka z nim i jego mamą, tylko z jakąś obcą panią – argumentowałam. Jacek się temu na szczęście poddał Może dlatego, że sąd orzekł rozwód z jego winy i bał się, że kiedy nie ugnie się przed moimi żądaniami, to dodatkowo jeszcze ograniczy mu widzenia? W każdym razie przychodził raz w tygodniu do dziecka, spędzał z nim także co drugi weekend. Oprócz tego mógł zabierać Jaśka na dwutygodniowe wakacje. – Mam nadzieję, że pojedziesz z nim sam! – zaznaczyłam. – Zabiorę go nad morze – obiecał i słowa dotrzymał. Mały wrócił z wakacji z ojcem opalony i zachwycony. – Słyszałem, że teraz mały jedzie do moich rodziców. Nie wiem, jak ci za to dziękować, mama jest z tego powodu szczęśliwa – powiedział mąż. To prawda, umówiłam się z teściami, że Jasio spędzi u nich kolejne dwa tygodnie. Miał już trzy lata, był rezolutnym chłopcem, nie bałam się go z nimi zostawić. Gdybym jednak wiedziała, co się stanie, to może jednak bym się zastanowiła... Jasiek bowiem, po powrocie, zaczął mówić o cioci Monice… Od razu wiedziałam, kogo ma na myśli! Partnerkę Jacka! „Poznał ją?” – byłam zdenerwowana. Musiał ją poznać, bo był nią zafascynowany. Zadzwoniłam do teściowej – Jasiek zobaczył zdjęcie Jacka z Moniką i zaczął się dopytywać, kim ona jest. Musiałam mu powiedzieć – usłyszałam. Poczułam się urażona. Nie tylko tym, że trzyma w domu zdjęcie swojego syna i jego kochanki, która rozbiła nasze małżeństwo. Ale także tym, iż uważała, że ma prawo decydować, czy mój Jasiek pozna tę całą Monikę, czy nie. – To było nieuniknione. Oni się pobierają za dwa miesiące – usłyszałam. To był sztylet wbity w moje serce. Matka Jacka będzie miała nową synową i nic dziwnego, że zacznie trzymać jej stronę. Czy w takim razie powinnam pozwalać jej na spotykanie się z Jaśkiem? Kto wie, jakich może nagadać mu głupot. Chyba nie powinnam się zgadzać, aby jeździł do niej na wakacje. Trudno. To ona wybrała. Czytaj także:„Gdy zmarł teść, teściowa się zmieniła. Obsesyjnie interesowała się naszym życiem, nieproszona cerowała moje majtki”„Czułam, że to dziecko musi żyć. Próbowałam odwieść Kasię od usunięcia ciąży i miałam rację. To dziecko uratowało jej życie”„Adrian miesiącami mnie dręczył i prześladował. Policja mnie zbyła. Zainteresują się dopiero, gdy zrobi mi krzywdę”
Zgodnie z art. 113 § 1 i o. kontakty z dzieckiem są kwestią niezależną od władzy rodzicielskiej. Sytuacja gdy jeden z rodziców ma uregulowane kontakty z dzieckiem w ściśle określonych terminach, nie oznacza, iż nie może on decydować o istotnych sprawach dziecka. Władza rodzicielska dotyczy bowiem wszelkich spraw małoletniego odnoszących się do jego majątku, pieczy nad nim, a także kierunków wychowawczych i trwa do osiągnięcia przez dziecko pełnoletniości. Oczywiście są możliwe inne podstawy ustania władzy rodzicielskiej jak np. śmierć jednego z rodziców, czy utrata pełnej zdolności do czynności prawnych lub pozbawienie władzy rodzicielskiej przez sąd, ale jednak najczęściej jest to osiągnięcie określonego wieku przez dziecko. W związku z powyższym, jeżeli nie zostało wydane orzeczenie sądu przyznające wyłączne uprawnienie do decydowania o sprawach dziecka tylko temu z rodziców, u którego małoletni przebywa, to uprawniony do kontaktów ma takie same uprawnienia, a więc ma prawo do decydowania o sposobie leczenia dziecka, podejmowania na równi z drugim rodzicem decyzji w przedmiocie jego edukacji, utrzymywania kontaktu z placówkami oświatowymi i zdrowotnymi, do których małoletni uczęszcza. W braku porozumienia pomiędzy rodzicami w kwestii dotyczącej istotnych spraw dziecka, na podstawie art. 97 § 2 i o., rozstrzyga sąd opiekuńczy. Należy jednak pamiętać, że uprawniony nie może bez zgody zobowiązanego spotykać się z dzieckiem w terminach innych niż wyznaczonych w postanowieniu. Jeżeli sąd wyraźnie określił, że uprawniony nie może odbierać dziecka z placówki oświatowej, to wychowawca nie powinien przekazać małoletniego pod jego opiekę. Ważne jest oczywiście, by wcześniej dyrektor szkoły lub przedszkola został poinformowany o istnieniu takiego postanowienia. W swojej pracy kuratora rodzinnego wielokrotnie spotykałem się z sytuacją, gdy przedstawiciele szkół odmawiali rodzicowi uprawnionemu do kontaktów z dzieckiem prawa do informacji o małoletnim, o jego ocenach, zachowaniu, czy też przeprowadzanych diagnozach psychologicznych. Utożsamiano bowiem fakt ustalenia kontaktów z dzieckiem, z pozbawieniem lub ograniczeniem władzy rodzicielskiej. Podobne przypadki zdarzały się także w placówkach zdrowotnych, gdy uprawniony rodzic nie mógł dowiedzieć się, jaka była przyczyna wizyty lekarskiej jego dziecka. Dlatego też podkreślić należy, iż sądowe uregulowanie kontaktów z dzieckiem absolutnie nie oznacza pozbawienia, bądź ograniczenia władzy rodzicielskiej. Uprawniony rodzic ma wszelkie kompetencje wychowawcze, prawo do informacji o swoim dziecku z każdej instytucji, do której małoletni uczęszcza, o ile oczywiście sąd nie postanowi inaczej. Więcej o zagadnieniach związanych z władzą rodzicielską znajdziecie Państwo na moim blogu W przypadku pytań, zachęcam do ich zadawania pod artykułem, chętnie udzielę odpowiedzi. adw. Marcin Zaborek O Marcin Zaborek Marcin Zaborek- adwokat w Okręgowej Izbie Adwokackiej w Warszawie, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, , w latach 2003-2006 społeczny kurator sądowy, od 2006 r. zawodowy kurator sądowy wykonujący orzeczenia w sprawach rodzinnych i nieletnich, w latach 2008-2009 delegowany do pełnienia obowiązków Głównego Specjalisty w Wydziale Kurateli Departamentu Wykonania Orzeczeń i Probacji w Ministerstwie Sprawiedliwości, od 2010 r. starszy kurator zawodowy wykonujący orzeczenia w sprawach rodzinnych i nieletnich. W swoim wieloletnim doświadczeniu zawodowym zajmowałem się sprawami związanymi z wykonywaniem władzy rodzicielskiej, demoralizacji nieletnich, a także prowadziłem nadzory nad realizacją kontaktów z dzieckiem, podczas których stykałem się z szeroko pojętą problematyką tego zagadnienia. Aktualnie udzielam porad prawnych z zakresu prawa rodzinnego, a także biorę udział w sprawach sądowych klientów. Kontakt: 604 092 158 e-mail:@
widzenie dziecka z ojcem i jego partnerką